Malezja. Lądowanie i… bum.

Jak zaczęła się moja podróż? Oczywiście nie bez niespodzianek!


Kuala Lumpur to pierwsze miasto na mojej podróżniczej mapie w Malezji. Wiedziałam, że czeka mnie długi lot, dlatego jeszcze przed wylotem zamówiłam taksówkę z lotniska do hotelu przez Booking.com. Na pierwsze dni wybrałam apartament na 18. piętrze wieżowca — basen, widok na miasto, idealny początek mojej solo podróży.

Już po wejściu do holu coś przestało mi grać.

Kilka recepcji, kilka nazw, ale żadnej odpowiadającej mojej rezerwacji. Okej — pomyślałam — dzwonię pod numer z Bookingu. Cisza. Tętno lekko przyspieszyło. Po chwili telefon zawibrował. Malezyjski numer. Mężczyzna powiedział, że zaraz przyjdzie. Minęło prawie pół godziny.

W końcu pojawił się koleś, i windą pojechaliśmy do mieszkania. I wtedy padło pierwsze zdanie, które zapaliło mi czerwoną lampkę:
„Proszę usunąć rezerwację z Bookingu, rozliczymy się teraz gotówką.” Spotkaliście się kiedyś z czymś takim? Bo ja — nigdy.

Wewnętrzny głos od razu krzyknął: Uciekaj!

W dodatku apartament nie wyglądał tak, jak na zdjęciach — było widać, że jest już dość przestarzały i niedokładnie posprzątany. W tym czasie chłopak zapytał, czy jestem sama. Gdy potwierdziłam, stwierdził, że to „bardzo duży apartament jak na jedną osobę”.

Zapytałam więc, czy w takim razie planuje dorzucić mi kogoś do drugiego pokoju. W tym momencie decyzja zapadła sama.

Podziękowałam

Powiedziałam wprost, że nie czuję się tu komfortowo i że nie mam zamiaru zostać. Czułam, że coś jest nie tak — a noc w takim miejscu nie dawała mi absolutnie żadnego poczucia bezpieczeństwa. Więc wyszłam.

Po kilkunastu godzinach podróży, bez gotówki, bez lokalnej karty SIM, w deszczu, w obcym mieście. Poszłam do najbliższego 7-Eleven, doładowałam internet, zarezerwowałam inny hotel, zamówiłam taksówkę.

I jeszcze tego samego wieczoru wyszłam zwiedzać to fantastyczne miasto.

Morał?

Zawsze słuchaj intuicji. Ciało często reaguje szybciej niż rozum. Możliwe, że nic by mi się tam nie stało i miałabym dziś piękne zdjęcia z basenu z panoramą Kuala Lumpur.

Ale możliwe też, że coś było na rzeczy. I tego drugiego scenariusza wolę już nigdy nie poznać.

Czy słuchasz swojego wewnętrznego głosu?


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *